|
Od taberny do restauracji
historia restauratorstwa
Gościnność to niemalże znak firmowy
Polski. Stanowiła ona zarówno obyczaj słowiański, jak też
należała do obowiązków chrześcijanina. Wymóg gościnności przetrwał
stulecia i - być może - śladem jej jest dzisiaj fakt, iż łatwiej
jest zostać zaproszonym do domu Polaka niż Anglika, Francuza
czy Hiszpana.
Niezależnie jednak od panujących obyczajów związanych z gościnnością
w Polsce, jak i w innych krajach europejskich zaczęła rozwijać
się sieć zajazdów, a w późniejszym czasie gospód, szynków
i winiarni. Jak wspomina Gall Anonim pierwsze karczmy rozpoczęły
swoją działalność już w XI wieku a zwano je tabernami. Powstawały
zwykle w ośrodkach wczesnomiejskich, w pobliżu targowisk oraz
przepraw i mostów co wiązało się z pobieraniem w nich ceł.
Szybko stały się też miejscem w którym dokonywano transakcji
handlowych i oczywiście spożywano posiłki i trunki. Mniej
więcej od XIII w. karczmy zaczęły upowszechniać się również
na wsiach. były miejscem spotkań, zakupów (wyrobów rzemieślniczych,
soli, itp.) tańców i uczt weselnych. Początkowo podawano w
nich piwo i miód (od XVII w. również gorzałkę) oraz proste
jedzenie przygotowywane z reguły przez żonę karczmarza. W
niewielkim stopniu zaspokajały one potrzeby noclegowe, gdyż
często były zbyt małe.
Początkowo kraczmy były dość "demokratyczne", gdzie
przy wspólnym stole spotykały się wszystkie stany, czego opis
możemy znaleźć w "Panu Tadeuszu" przy okazji opisu
kraczmy Jankiela. Stopniowo jednak karczmy zaczęły się różnicować
na droższe i tańsze co prowadziło do naturalnej selekcji klienteli.
Trunki pochodziły zwykle z dworskiej gorzelni lub browaru,
lecz ze względu na przepis mówiący, iż szlachcic nie może
trudnić się handlem (pod karą utraty tytułu) kraczmy oddawano
w arendę - na zachodzie kraju Polakom, na wschodzie częściej
Żydom. Nie był to jedyny przepis tyczący się tych przybytków.
Otóż od końca średniowiecza zaczął działać przepis propinacyjny,
w myśl którego poddani byli zobowiązani korzystać jedynie
z karczmy swego pana pod karą chłosty, dybów lub grzywny.
(Niestety przepis ten był egzekwowany z całą surowością).
Przemieszczanie się ludzi po kraju do XVIII w. opierało się
głównie na gościnności (dotyczącej wszystkich warstw społecznych),
która nakazywała przyjąć gości do swojego domu, wspomaganej
przez rosnącą sieć małych zajazdów. Zamożna szlachta i magnateria
podróżowała zwykle z własnym wyposażeniem kuchennym, pościelą
i zapasami żywności, zwłaszcza w sytuacji gdy w podróż ruszała
cała rodzina. Szlachta dość chętnie korzystała z gościnności
krewnych, znajomych lub też mijanych po drodze dworów, pospólstwo
natomiast korzystało z noclegów u chłopów, lub też służby
dworskiej.
Wmiarę zwiększonego
napływu odwiedzających Polskę cudzoziemców , nasilenia handlu,
a także częstszych podróży mieszkańców i związanego z tym
rozwoju sieci dróg, wzrastało zapotrzebowanie na "usługi
hotelarskie". Coraz liczniejsze wiejskie karczmy i miejskie
zajazdy przekształcały się w hotele. Stopniowo karczmy położone
przy ruchliwych trasach , zaczęły się rozrastać. Oprócz izby
karczemnej, komory i alkierza dla karczmarza i jego rodziny
mieściły 1-2 izby gościnne i stajnie z wozownią. W miastach,
w których często odbywały się większe zjazdy z okazji jarmarku
lub sesji trybunału, ilość zajazdów była duża, choć nie we
wszystkie dni były one otwarte.
Miejskie gospody, tarakieternie, były obliczone na podawanie
nie tylko alkoholu w różnej postaci , lecz także na podawanie
posiłków mniej lub bardziej wyszukanych, zależności od rodzaju
klienteli9. Z drugiej strony dla ludzi niezamożnych bywanie
w różnego rodzaju szynkach i trakietrniach było jedną czasem
rozrywką, okazją do spotkań z sąsiadami , niekoniecznie w
celu upicia się , aczkolwiek szynki , podobnie jak karczmy
na wsi nastawione przede wszystkim na sprzedaż alkoholu, rzadko
zaliczały się do lokali przyzwoitych.
W miastach działały też liczne piwiarnie , winiarnie i miodosytnie
, te ostatnie rzadsze, jako że od XVIIw. popularność miodu
spadała . Jednak Władysław Bogatyński odnotowuje, że na krakowskim
Kazimierzu miodosytnia przy ul.Krakowskiej 9 była czynna nieprzerwanie
do wybuchu II wojny światowej.
Gospody położone przy trasach przelotowych specjalizowały
się w udzielaniu noclegów, stając się zalążkiem hoteli. Pierwsze
hotele pojawiły się w Warszawie juz pod koniec XVII w. W sto
lat później powstał na ulicy Tłumnej w Warszawie elegancki
hotel "Pod Orłem Białym" zaopatrzony we wszelkie
urządzenia sanitarne , salę bilardową i dobra restaurację.
Pod koniec XVIII stulecia liczb hoteli w Polsce była dość
duża, choć w małych miasteczkach ich poziom bywał czasem bardzo
marny. Restauracje mieściły się nie tylko przy hotelach ,
lecz były również samodzielnymi lokalami . Obsługiwały przyjezdnych,
ludzi samotnych, sytuowanych dość dobrze, by mogli korzystać
z nie najtańszej wcale kuchni. Już wtedy powstał zwyczaj spotykania
się w restauracjach celem omówienia interesów, wygodny zwłaszcza
dla mężczyzn, którzy z rożnych względów nie chcieli wprowadzać
do domów niezbyt eleganckich kontrahentów lub wprost przeciwnie
obawiali się , że skromne domostwo nie zaimponuje zamożnemu
partnerowi. Zaczęto również jadać w restauracjach obiady z
rodziną, z okazji drobnych uroczystości lub by zakosztować
wytwornych specjałów trudnych do przygotowania w domu. Wytworzył
się swego rodzaju snobizm na bywanie w eleganckich lokalach,
co nastąpiło w 1. połowie XIX .w
Luksusowe restauracje stawały się czymś w swego rodzaju świątyń
smakoszy. Można było w nich zakosztować potraw niedostępnych
w domu, oczywiście często za horrendalne wynagrodzenie. Niemniej
sprowadzanie homarów, ostryg, trufli czy egzotycznych owoców
było dla prywatnego konsumenta niemożliwe lub jeszcze bardziej
nieopłacalne.
Oprócz mniej lub bardziej eleganckich restauracji przy sklepach
z delikatesami lub przy wędliniarniach wprowadzono w 2.połowie
XIX stulecia "handelki", czyli "pokoje śniadaniowe",
małe salki ze stolikami, w których podawano przekąski lub
pojedyncze dania gorące jak, np. raki lub golonkę. Te dania
ciepłe stanowiły przeważnie specjalność zakładu, do którego
chadzano właśnie na ten rarytas. Lokale te miewały dość elegancką
klientelę i były szczególnie popularne w Galicji. Przy sklepach
z nabiałem zakładano tzw. mleczarnie, skromne lokaliki, w
których podawano napoje mleczne, sery i pieczywo
|